Pracujecie razem od miesięcy, codziennie wymieniacie dziesiątki wiadomości na czacie, a niektórych współpracowników znacie wyłącznie z małego okienka na wideorozmowie. Model zdalny i hybrydowy ma wiele zalet, ale jedno wychodzi w nim słabo: budowanie relacji, które nie dotyczą tylko zadań i terminów.
Dlatego zespoły rozproszone coraz częściej planują regularne spotkania na żywo. Kluczowe pytanie brzmi: co robić, gdy wszyscy wreszcie są w jednym miejscu? Jedną z propozycji jest wieczór malowania przy winie, który marka Awantura Art przygotowuje także dla firm. To format, w którym ludzie siadają obok siebie, rozmawiają i tworzą coś własnego – bez prezentacji, slajdów i quizów o wartościach firmy.
Czego brakuje zespołom pracującym zdalnie
Na co dzień komunikacja w takim zespole jest bardzo zadaniowa. Spotkania mają agendę, wiadomości dotyczą konkretnych tematów, a na luźną rozmowę zostaje niewiele przestrzeni. Znika też to, co w biurze działo się samo: kawa w kuchni, żart rzucony przez biurko, wspólny lunch. Nowe osoby mają trudność z poznaniem zespołu, a starsi stażem czasem tracą poczucie, że pracują z ludźmi, a nie z awatarami.
Spotkanie offline ma to nadrobić. Problem w tym, że wiele klasycznych form integracji albo opiera się na rywalizacji, albo sprowadza się do siedzenia przy stole w tych samych grupkach. Rozmowa toczy się wtedy między osobami, które i tak dobrze się znają.
Dlaczego właśnie płótno i pędzel
Wieczór malarski stawia wszystkich w tej samej sytuacji. Programistka, handlowiec i dyrektor finansowy zaczynają od pustego płótna i słuchają tych samych wskazówek instruktora. Hierarchia na chwilę przestaje mieć znaczenie, a wspólne zmaganie się z perspektywą czy kolorem nieba szybko przełamuje lody.
Ważne jest też to, że nie trzeba umieć malować. Instruktor prowadzi grupę krok po kroku, a płótna, farby, pędzle i fartuchy są przygotowane na miejscu. Nikt nie musi się wykazywać ani obawiać oceny, więc uwaga przenosi się z wyniku na rozmowę. Muzyka i wino robią resztę.
Jeden motyw, wiele interpretacji
Każdy maluje ten sam obraz, a jednak żadne dwa płótna nie wyglądają identycznie. To prosta, ale trafna metafora pracy zespołowej: wspólny cel, różne style, a efekt końcowy wartościowy właśnie dzięki tej różnorodności. Wystawa obrazów na koniec wieczoru to naturalny moment na śmiech, komplementy i zdjęcie całej grupy.
Model hybrydowy, czyli dwa zespoły w jednym
W firmach hybrydowych pojawia się dodatkowe wyzwanie. Część osób regularnie bywa w biurze i zna się z codziennych rozmów, a pozostali pracują głównie z domu i łatwo czują się gośćmi na cudzej imprezie. Wieczór malarski wyrównuje te szanse, bo wszyscy zaczynają od zera – nikt nie ma przewagi w postaci wspólnych żartów sprzed tygodnia.
Warto pomóc temu procesowi drobnym zabiegiem: rozsadźcie ludzi tak, by obok siebie stanęły osoby, które na co dzień widzą się tylko na ekranie. Rozmowa przy sztalugach zaczyna się wtedy sama, od pytania o kolor tła albo prośby o podanie pędzla.
Jak zaplanować spotkanie zespołu rozproszonego
W praktyce imprezy firmowe w formule warsztatów malarskich warto wpleść w szerszy plan zjazdu. Kilka sprawdzonych zasad:
- Zostawcie malowanie na wieczór pierwszego lub drugiego dnia – po części roboczej ludzie chętnie przechodzą w luźniejszy tryb.
- Wybierzcie motyw dopasowany do charakteru zespołu: spokojny pejzaż dla osób ceniących relaks albo imprezę retro dla tych, którzy lubią więcej energii.
- Uprzedźcie wszystkich, że nie potrzeba żadnych umiejętności – to obniża stres osób, które nie lubią wychodzić ze strefy komfortu.
- Pomyślcie o osobach, które nie mogą dojechać – voucher prezentowy na otwarty wieczór w ich mieście to miły gest, który pokazuje, że nikt nie został pominięty.
Poznań jako punkt zbiórki
Dla zespołów rozproszonych po zachodniej części kraju stolica Wielkopolski bywa wygodnym miejscem spotkań. Jeśli organizujesz zjazd właśnie tutaj, zajrzyj do zakładki malowanie przy winie Poznań – zobaczysz, jakie wieczory tematyczne są w planach, i łatwiej ocenisz, czy wolicie dołączyć do wydarzenia otwartego, czy zamówić osobną imprezę tylko dla swojej ekipy.
Co zostaje po spotkaniu
Zwykle po integracji zostają zdjęcia, które giną w firmowym czacie. Tutaj każdy uczestnik wraca do domu z własnym obrazem. W pracy zdalnej ma to dodatkowy wymiar: płótno wisi potem w tle na wideorozmowach i przypomina, że po drugiej stronie ekranu siedzi ktoś, z kim śmiałeś się przy sztaludze. Takie drobiazgi budują poczucie wspólnoty skuteczniej niż kolejne ankiety zaangażowania.
Dobrym pomysłem jest też wrzucenie zdjęć gotowych obrazów na wspólny kanał zespołu już po powrocie do domów. Krótka galeria z podpisami autorów to pretekst do rozmowy, która przez chwilę nie dotyczy projektów, i przyjemne wspomnienie na kolejne tygodnie pracy na odległość.
Team building nie musi być wymuszony ani skomplikowany. Czasem wystarczy jeden wieczór przy płótnach, by zespół, który zna się głównie z ekranu, poczuł się prawdziwą drużyną. Zgodnie z hasłem marki – imprezujcie jak Picasso, nawet jeśli na co dzień dzielą was setki kilometrów.
